Paring: DenNor i SuFin (wspomniany delikatnie HongIce)
Uwagi: One shot
Ostrzeżenia: lekkie yaoi, głównie wspomnienia i rozmowa, chyba nie ma poza tym nic wielkiego
Vampire!AU
Nie wiem po co tu przyszedłem.
Siedzenie w ciemnym klubie nigdy nie było moim marzeniem, ale czuję,
że wydarzy się tu coś. Już kiedyś mnie to spotkało, dawno temu,
a teraz znów mam to samo znane mi uczucie. Zabawny efekt deja vu,
chociaż nie mogłem sobie nawet przypomnieć miejsca, ani epoki. Z
resztą nigdy nie było tak jak teraz. Wieczne ukrywanie zaczęło
się kończyć. Podobno przygotowywano ludzi na to od lat, tylko po
to, żeby teraz móc żyć bezpiecznie i otwarcie w świetle dnia.
Głupi starcy. Aż uśmiechnąłem się do siebie. Czasem moje
przemyślenia bawiły mnie jak nic innego. Sam miałem wieleset lat,
a wyzywałem starszyznę od starców, chociaż część z nich była
ode mnie młodsza.
-Czemu się tak uśmiechasz? Z kogoś
się śmiejesz.- Więc potrafił przejrzeć moje uśmieszki.
Nie rozumiałem nigdy Tino. Od kiedy
Ber go przemienił chciał uciec, wyzwolić się z naszej kontroli, a
teraz siedzi ze mną jak gdyby nigdy nic. Nie popierałem działań
Berwalda, aby na siłę go do nas przywiązać, ale nie miałem
pojęcia jak mogłoby potem wyglądać moje życie bez niego. Tylko
on mi pozostał. Brat wolał wyjechać i szukać Bera i Matta. Dwójka
idiotów.
-Z naszych staruszków.
-Tak ciekawie to rozegrali. Nikt nawet
nie zareagował kiedy nagle ujawniono nasz sekret na światło
dzienne, a nas wystawiono jak na tacy.
-Łowcy tylko na to czekali. Musieli
być zdziwieni decyzją ludzi.
-Zapewne, ale do czasu kiedy twój
brat żyje i my pożyjemy.
-Dlaczego?
-Nie zabiją rodziny chłopaka ich
jedynego syna.
-Zapewne.
-Wiesz bawi mnie to, że chłopak
wrócił, nie co że z łowcami na karku to jeszcze złapał ich syna
w sidła. Swoją drogą musiał bardzo daleko się zapuszczać, że
dorwał sobie Azjatę-nie zareagowałem na jego uwagę.
-To nie były sidła.
-Zapewne.
-Więc ty byłeś sidłami dla Bera.- Chłopak odwrócił ode mnie wzrok i wlepił go w szklankę z
alkoholem.- Zawsze sądziłem, że będziesz chciał uciec jak
najszybciej, kiedy odejdą, a w szczególności on.
-Związał mnie.
-I uwolnił.
-To nie tak- uniosłem brew.- Wiesz,
że można mieć tylko jednego partnera.
-Jeden jest ci przeznaczony.
-Tak, znalazłem go.
-Wiec czemu z nim nie jesteś?- Spojrzał na mnie zadziornie z lekkim uśmiechem.
-A ty?- spiąłem się nieznacznie na
jego słowa.
-Wiesz, że odszedł, musiał coś
załatwić.
-Mój również.
-Nie mów, że...- Uśmiech chłopaka
zmienił się na smutny i lekko przygnębiony. Westchnąłem
głęboko.- Kiedy się zorientowałeś?
-Kiedy odszedł. Późno, co nie?-
znów skinąłem.- Tobie też tyle by zajęło gdybyś nie mógł się
z Mattem dogadać.
-O czym mówisz.
-Berwald był dla mnie zagadką. Kiedy
mnie przemienił, to było przerażające. Chciałem uciec, zostać,
błagać go o pomoc, rozszarpać jego ciało i jednocześnie samemu
umrzeć. Takie mroczne, zimne i przerażające, za bardzo się bałem
na samotne życie, ale z nim nie było lepiej. Dlaczego tak zrobił,
nie wiedziałem przez większość życia, nie raczył mi nawet
wytłumaczyć tego dlaczego ja, przecież mógł wybrać kogokolwiek.
Wiesz, że porwał mnie z lasu podczas polowania. Potem przewiózł
na swoje ziemie i dopiero ugryzł. Kiedy jeszcze jako człowiek
widziałem co robił, to było straszne, potwornie, nie chciałem
taki być, ale on to zrobił. Znienawidziłem go. Kiedy przyprowadził
mnie do was, myślałem, że jestem zastępstwem, jakąś
rekompensatą, że nie ma kogoś w przeciwieństwie do brata.
Widziałem jak patrzył na was. Widziałem zazdrość. Dopiero kiedy
odszedł i miałem masę czasu na przemyślenia wiedziałem czemu tak
na was patrzy. Nie był zazdrosny o ciebie, czy później o twojego
brata, nie chodziło o was, tylko o to jak to działało. Chciał
stworzyć coś podobnego, ale tak nieporadnie, że praktycznie
przekreślił swoje szanse na sukces. Nie ułatwiałem mu tego,
zawsze negatywnie nastawiony. Kiedy nareszcie mnie wypuścił ciągle
grałem. Lukas gdyby on się inaczej do tego zabrał, czy wszystko
potoczyłoby się inaczej? Czy nie musieliby odchodzić?
-Nie zadręczaj się tym, nie
zawiniłeś. Dla mnie to też nie było nigdy przyjemne wspomnienie.
Przemiana, a kiedy dotarło do mnie kim, czym jestem. Zawsze chciałem
się tego pozbyć.
Może chciałem go chociaż trochę
pocieszyć okazać wsparcie, sam nie wiem. Nie cały czas żałowałem.
Czułem że powinienem, ale nie potrafiłem. Te lata kiedy spokojnie
żyliśmy z Matthiasem. Nawet Bera i Tino zaliczałem do rodziny.
Potem mój brat, a raczej daleki potomek mojego brata. Gdyby jego
matka nie zmarła nie przygarnąłbym go. W tamtych latach czułem
się najlepiej. Nawet kiedy musiałem czasem udawać kobietę, żeby
nie wydać naszego sekretu. Może żałowałem, ze musieliśmy
przemienić Emila, ale teraz nie miałbym brata. Który zadaje się z
łowcami. Znów westchnąłem. Ostatnio znów zaczynałem zbyt dużo
o tym myśleć. Cały ten koncept rodziny przez całe moje życie i
udawanie. Zbyt dużo tego. Chciałem się napić, ale wtedy z
przykrością stwierdziłem, że już nic nie mam.
-Co jeśli oni nigdy nie wrócą. Nie
ma ich od lat.- Spojrzałem na niego. Wyglądał na przestraszonego
mówiąc to.-Nie ma ich od kilkudziesięciu lat. Za rok będzie
okrągła rocznica, czterdziesta.
-Co jeśli wrócą.- Tino spojrzał na
mnie z przerażeniem w oczach.
-Co jeśli on znalazł kogoś innego?
-Mówiłeś, że to ten jedyny.
-Ale co jeśli to nie zadziałało w
dwie strony? Jeśli kogoś przyprowadzi?
-Wiesz, że to musi być obustronne.
-Wiem- szepnął. Po chwili upił
kolejny łyk trunku i spojrzał na mnie rozmarzonym wzrokiem.-Nadal
pamiętam smak jego krwi, a przestał mnie nią poić ponad wiek
temu. Czasem śni mi się po nocach. Może to dziwne, ale jestem
wampirem, potrzebuję tego, a to co miał do zaoferowania było
zawsze najlepsze. Zawsze miała ładny kolor.
Widziałem jak niebezpiecznie zatapia
się w marzeniach. Wolałem wyrwać go z nich zanim coś złego się
wydarzy. Łowcy mieli zezwolenie na zabijanie nas kiedy stawialiśmy
się niebezpieczni. Wiedziałem, że muszę zainterweniować, ale
dość spokojnie, odwrócić jego uwagę od niedoszłego kochanka.
Mogłem przysiąc, że oczy Tino zaczynały robić się pomału
czerwone. Odchrząknąłem lekko, zwracając jego uwagę.
-Podobno mieli dostawę.- Chłopak zmarszczył
brwi.-Krwi. Zawsze lubiłeś stąd pić, teraz można robić to tu,
na miejscu. Przyniesiesz?- Jego oczy zalśniły, skinął głową i
szybko ruszył na zaplecze.
Westchnąłem
głęboko. Odczuwałem głód od dłuższego czasu, ale musiałem się
powstrzymać. Teraz krew stała się ogólnodostępnym produktem, tak
samo jak parę innych składników, które potrzebowały inne stwory
do życia. Może staruszkowie z rady nie mieli takiego złego
pomysłu. Chociaż w Paradise Lost zawsze dostępna była krew. Z
tego co pamiętam był to pierwszy klub, w którym nielegalnie
rozprowadzano krew. Zawsze wiedziało się, że ich źródła są
dobre i niezawodne. W dodatku zapewniali dyskrecję, czyli wszystko
czego potrzebował dość pokojowo nastawiony do społeczeństwa
wampir, aby uniknąć łowców i innych kłopotów.
Może i siedzieliśmy w dość
wyizolowanym i ciemnym miejscu, ale miałem idealny widok na całą
salę. Widziałem dokładnie każdego. Jeszcze kilka lat temu, przed
ujawnieniem się nas przed ludźmi, pewnie podszedł bym do kogoś,
umiałem omotać człowieka, a świeża, ciepła krew to od zawsze
luksus, chociaż ostatnio bywało różnie.
Pośród tańczących zobaczyłem
dziewczynę. Nie wiedziałem dlaczego zwróciłem na nią uwagę, ale
kiedy się jej przyjrzałem poczułem dreszcz wzdłuż kręgosłupa.
Kobieta była Azjatką i pierwsze o czym pomyślałem to łowcy.
Pewnie była z rodziny tego chłopaka Emila. Może przyszła się nas
pozbyć, albo ostrzec. Już miałem wstać i ruszyć w poszukiwaniu
Tino kiedy odwróciła w moją stronę twarz i uśmiechnęła się
drapieżnie. Mogłem przysiąc, że jej zęby zalśniły w słabym
świetle i przez chwilę zobaczyłem kły. Poczułem jak moje ciało
automatycznie się rozluźnia. Była jedną z nas i zapewne wyszła
na łowy. Musiałem przyznać, że gdybym tylko nie tęsknił za moim
głupkiem podszedł bym do niej. Miała ładną, zgrabną figurę i
krótko ścięte, pofarbowane na szaroniebieski kolor włosy.
Skórzane spodnie i krótki czarny top, który wyglądał jakby
został wyszarpany jakiejś bestii z gardła, idealnie na niej
leżały. Może nawet bym się skusił.
-Wiedziałem, że uwiesisz na niej
wzrok, ma świetną prezencję, aż nie dziwię się jej ofiarom. Spojrzałem spokojnie w kierunku nieznajomego i po chwili
zamarłem.- To moja dość dobra znajoma, świetnie się z nią
polowało, ach to było coś. Ale spokojnie, nie łączy nas nic
więcej. Ona nie gustuje w facetach, ja w kobietach. Ma wraz z
przyjaciółkami coś na kształt małego czteroosobowego gangu.
Działają tak od setek lat. Wiesz chyba w momencie kiedy ją
spotkałem znalazłem kogoś starszego ode mnie- chłopak zaśmiał
się. Po chwili spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się zbyt szeroko
jak na mój gust.- Nor coś się stało?
-Ty się stałeś idioto. Jak mogłeś
mi to zrobić? Jak mogłeś. Odszedłeś na czterdzieści lat i nagle
tak wracasz? Bez niczego dosiadasz się do mnie i zaczynasz do mnie
mówić o jakiejś lasce, jakby nic się nie stało.
-Faktycznie odszedłem dość szybko i
niespodziewanie, ale planowaliśmy to z Berem od wieków, w zasadzie
od kiedy staliśmy się wampirami.- Zmroziło mnie.
-Jak to?
-Chcieliśmy nareszcie go dorwać.
-Wasz stwórca.
-Dokładnie.- Matthias usiadł obok
mnie i objął ramieniem.- Teraz nam nie zagraża.
-Jak niby miałby nam zagrażać?
-Był zbyt potężny, stare i potężne
wampiry nie zawsze chcą tego co młodsze kręgi społeczności. W
zasadzie wysłała nas na łowy rada.
-Czemu mi nie powiedziałeś.
-Nie chciałem was martwić, a w
szczególności ciebie.- poczułem jego usta na swoim czole. Całe
moje ciało chciało z nim jak najwięcej kontaktu, ale opanowałem
to dziwne pragnienie. Musiałem być stanowczy, co było trudne kiedy
on mnie obejmował i nie kontrolował najwyraźniej swoich warg.
-Zostaw mnie idioto. I tak mnie
zbytnio zmartwiłeś, a Ber Tino. Jak mogliście zrobić coś
takiego, a pomyśleliście o Emilu?
-To była tajna misja i nie
puścilibyście nas samych.
-Oczywiście, że nie głupku.
Kiedy Matthias chciał mi odpowiedzieć
wszedł Tino. Niósł w torbie kilka butelek, mogłem się spodziewać
że zrobi zapasy. Kiedy zobaczył z kim siedzę jego nogi odmówiły
posłuszeństwa i gwałtownie usiadł, prawie wypuszczając torbę z
dłoni. Patrzył się na Matta wielkimi oczami. Jego oddech
przyśpieszył, co był dziwne, bo nie miewaliśmy takich reakcji,
bycie martwym raczej pomagało, w byciu nadmiernie spokojnym. Dopiero
po chwili zauważyłem, że tak naprawdę chłopak wąchał powietrze,
chociaż jak na mój gust trochę zbyt blisko mojego chłopaka.
-Gdzie Ber- wyrzucił z siebie z
trudem.
-Stoi przed wejściem.- Chłopak
gwałtownie zerwał się i wybiegł.
-Powinniśmy za nim pójść, nie wiem
co zrobi.- wstałem i wziąłem torbę z jedzeniem.
-Nor.
-Hmmm?
-Idziemy za Tino, a potem do domu?- Spojrzałem na niego zimnym wzrokiem. Stał lekko skulony z miną
smutnego psiaka i jakąś nadzieją w oczach.
-Tak, pójdziemy do domu, wszyscy.- Zbytnio ucieszył się na moje słowa, więc szybko dodałem.-Ale nie
ominie cię kara za tak beztroskie porzucanie mnie.
________________________________
Chyba mogę to uznać za obiecane coś na 1000 wejść ;D
Tytuł wziął się z braku pomysłu, a że do tego zainspirowała mnie akurat piosenka o takim tytule to stwierdziłam, że będzie idealnie. Jeśli ktoś byłby ciekawy, ale nie wiem czy jedno wiąże się aż tak z drugim, dlatego daję to tu, nie ma górze
GAIN(가인) Paradise Lost
Szczerze to napisałam to w nocy i specjalnie nie wrzucałam wtedy, aby posprawdzać w dzień błędy. Chyba nie jest źle. Jeśli ktoś jest zaznajomiony może zauważyć małe podobieństwo do True Blood, a chodzi o ujawnienie się wampirów i na tym podobieństwa by się skończyły. ~Fryzja